Szukaj na tym blogu

3 października 2013

Gdzie pies na wsi pogrzebany?

Autor: Karolina Jurga, Źródło: www.facebook.com

Dobry pies powinien przybycie gościa szczekaniem ogłosić, na dziada warknąć, złodzieja wytarmosić. I tyle, i już. To jest skończona definicja funkcjonalna psa, który żyje na wsi. Tylko czy faktycznie pies na wsi jest jeszcze potrzebny?


Niedawno dowiedzieliśmy się, że Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt przygotowuje kolejną nowelizację Ustawy o Ochronie Zwierząt, w ramach której zaostrzeniu ulegną przepisy dotyczące psów do tej pory trzymanych na łańcuchach. Jak dotąd dozwolone jest trzymanie psa na łańcuchu pod warunkiem, że jego długość nie będzie mniejsza niż trzy metry, a pies co 12 godzin będzie spuszczany, aby mógł spokojnie pobiegać. Oczywiście nie trzeba specjalnie przekonywać, że przepis ten jest martwy, bo niemożliwy do wyegzekwowania. PZPZ w nowelizacji chce, aby został wprowadzony całkowity zakaz trzymania psów na łańcuchach. Myśl zasadniczo dobra, ale i tak sprzeciw ogłosił PSL. Ludowcy najwyraźniej uważają, że "animalsi" wchodzą z butami w wiejską sferę sacrum uświęconą pokoleniową tradycją trzymania burka na łańcuchu. To nie jest nasz wymysł, to powiedział rzecznik ugrupowania - Pan Krzysztof Kosiński:

"Widać, że grupa posłów nie wie jak funkcjonuje się na wsi i jak wygląda tamtejsza tradycja i mentalność ludzi. Jest pewną tradycją, że psy są trzymane na łańcuchach, ale nie dlatego, żeby im sprawić przykrość, tylko dlatego, żeby chociażby chronić dzieci, sąsiadów czy inne postronne osoby".

No, może i "grupa posłów" faktycznie nie ma pojęcia o czym mówi, a PSL jest jedynym ugrupowaniem, które wie, jak życie na wsi wygląda. Na szczęście Wyszczekani, choć do PSL nie należą, czują puls wiejskiego życia pod skórą. MS nawet regularnie w żniwach swego czasu uczestniczył, a raz to nawet cepem młócił żyto i może się założyć, że wielu z posłów PSL koło cepa nawet nie stało. Chociaż z drugiej strony...
 
Autor: Karolina Jurga, Źródło:www.facebook.com

Teoria jest prosta (niczym cep). Pies na wsi ma jedną i tylko jedną funkcję do spełnienia: ma być stróżem. Ewentualnie może być słodki jeśli jest akurat szczeniakiem, ale i tak docelowo ma stróżować. Jeśli zaś złapie szczura, dostanie bonus w postaci uznania gospodarza, a pół wsi zacznie go zazdrościć: "bo łowny". Stróż stróżowi nierówny więc istnieje nigdzie nie zapisany wskaźnik jakości stróżowania. Pies ma więc szczekać, obcych nie wpuszczać na teren (ewentualnie wpuszczać ale nie pozwolić na opuszczenie terenu). Kropką nad i jest umiejętność dziabnięcia i wytarmoszenia obcego, który wchodzi na podwórko. Dziabnięcie domownika karane jest śmiercią. Dobry stróż musi budzić respekt, więc powinien być ostry, przy czym ostrość nie jest absolutnie pod żadną kontrolą gospodarza. Niemniej jednak ostrość gospodarz sam może wzbudzać. Wystarczy go kopnąć, pogonić, zdzielić kijem, a ten szybko się nauczy, że człowiek to zagrożenie i zadowalający poziom agresji zostanie osiągnięty (tak, to jest uproszczenie, wiemy).

To tyle jeśli chodzi o teorię, a teraz zagwozdka. Jaki jest pożytek ze stróża, który całe życie spędza na łańcuchu przy budzie? Jak ma bronić obejścia? Pozostaje mu jedynie szczekanie, które i tak przeważnie jest ignorowane, bo pies szczeka nie tylko na potencjalnego złodzieja, ale też na listonosza, sąsiada, krowy sąsiada, koty, szpaki... No to po co ten pies na łańcuchu? Szczerze mówiąc nie ma racjonalnej odpowiedzi, ale żeby choć otrzeć się o zrozumienie trzeba sięgnąć do Wyspiańskiego. W "Weselu" Pan Młody dziwi się, że Panna Młoda butów zdjąć nie chce, choć ją piją, uwierają, bolą, że znieść trudno.

PAN MŁODY
Tańcuj boso.
PANNA MŁODA
Panna młodo?!
Cóz ta znowu?! To ni mozno.
PAN MŁODY
Co się męczyć? W jakim celu?
PANNA MŁODA
Trza być w butach na weselu.

Trza mieć psa na łańcuchu, bo dziadek miał, ojciec miał, sąsiedzi dokoła mają, to i ja mieć muszę. Czyli obecność psa to coś naturalnego. Trudno się z tym kłócić, bo to prawda. Pies zawsze był. Tyle, że był po coś. Pomagał pasterzowi w zaganianiu trzody, uczestniczył w polowaniu (chociaż to bardziej rozrywka "wielkopańska"), stróżował. Gdzieś tam w historii współpraca się urwała, stada się zmniejszyły, pojęcie o treningu psów zbutwiało i rozłożyło się na śmietniku historii. Umarła funkcja, a pies został - jako smutne przypomnienie dawnych czasów. Trafił na łańcuch, żeby nie latał samopas, nie kopał w grządkach, nie zagryzał kur.

Autor: Karolina Jurga, Źródło:www.facebook.com
Niezmiernie smutne, że pies z pozycji przyjaciela spadł na pozycję szkodnika, którego przy budzie trzyma sentyment (zwany też przez PSL "tradycją") ze stalowych ogniw. Dodatkowo wartość jego się zdewaluowała, bo (jak to szkodnik) mnoży się bez żadnej kontroli i nigdy nie ma problemu z zaopatrzeniem się w nowego szczeniaka, więc jak nie ten to inny.

Jak się zastanowić, to człowiek dochodzi do wniosku, że opisywany problem jest modelowym przykładem na konieczność pracy u podstaw. PSL twierdzi, że trzeba edukować. Paradoksalnie mają absolutną rację, tylko że w ustach posłów to przewrotny apel, który ma jedynie odciągnąć od zakusów zmiany prawa na bardziej restrykcyjne. No bo czy PSL da przykład i opracuje kilka akcji edukacyjnych? Czy wdroży je wśród swoich wyborców? Ta, z pewnością. Z przykrością stwierdzamy też, że żadne ofensywy legislacyjne nie zmienią mentalności. Jeśli nawet ustawa odniesie skutek i znikną psy na łańcuchach, a w ich miejsce pojawią się psy w boksach, to czy to będzie duży sukces? Czy los tych biedaków znacznie się polepszy? Zniknie ból fizyczny związany z ciążącym łańcuchem, ale marazm, apatia, frustracja i problemy psychiczne pozostaną.

Autor: Karolina Jurga, Źródło: www.facebook.com

Jedno co dobre, to że zaczynamy zwracać uwagę na los psów w polskich gospodarstwach. Tylko, że zwracamy uwagę MY, "MIASTOWE", co życia na wsi nie znają, tradycji nie szanują i do PSL-u nie należą. I w tym miejscu należą się ogromne podziękowania i słowa uznania, dla tych wszystkich MIASTOWYCH, którzy wynieśli się na wieś, wsiąknęli w jej strukturę i pokazują, że psa można traktować inaczej niż szkodnika. Że pies jest pożyteczny, może pracować, pomagać i być dumą swojego opiekuna. O tych organicznych edukatorach nie mówi nikt. Oni sami czasem nawet nie wiedzą, że wykonują pracę u podstaw, a to chyba jedyna droga prowadząca do powolnej zmiany mentalności.

Wszystkim Wam ogromnie dziękujemy, gdziekolwiek jesteście.

Dziękujemy Karolinie Jurga za udostępnienie zdjęć wykorzystanych w publikacji materiału.

3 komentarze:

  1. Witaj,
    Mieszkam na wsi i niestety psie życie wśród większości gospodarzy jest naprawdę pieskie. Często wygłodzone, uwiązane, spragnione w upały bez właściwego schronienia gdy mróz, deszcz czy słońce. Włóczą się biedne, wyrzucone przez swoich właścicieli, giną gdzieś na drodze albo umierają z wycieńczenia. Serce boli i chciałoby się przygarnąć wszystkie nieszczęśliwe pieski....ohhh.
    Tak poza tematem. Podziwiam Państwa banner blogowy. Świety projekt:)
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam w odwiedziny na
    http://sielskidomiogrod.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. To tak samo jakby przywiązać człowieka do łańcucha. Psy też mają uczucia, niestety gospodarze nie zawsze się z tym liczą.

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie piszecie tylko jeszcze napiszcie ile tych psów mieszkających na wsi przyjechało z miasta i zostało wyrzuconych z samochodu przy drodze a nawet przywiązanych w lesie a i na łąkach cichaczem i to nie gospodarze z psl zrobili ale "miłośnicy psów" z miast, którym przeszkadzały bo są stare lub akurat jechali na urlop albo szczeniak za bardzo wyrósł, kanalie wszędzie mieszkają

    OdpowiedzUsuń