Szukaj na tym blogu

27 sierpnia 2013

Pies w parku narodowym - dlaczego nie?



Było piękne, gorące jak diabli, sierpniowe popołudnie, gdy uprzejmi panowie strażnicy uśmiechnęli się do nas ze szczytu połonin. Po czym wlepili nam mandat…

Chwilę później gawędziliśmy o ochronie przyrody w Bieszczadzkim Parku Narodowym oraz o zasadności zakazu wprowadzania psów na jego teren. Nie będziemy przytaczali opinii strażników, ponieważ nie były one oficjalnym stanowiskiem BdPN. Powiemy jedynie, że rezultatem dyskusji była inspiracja i mocne postanowienie MS, że uparcie będzie dążył do zbadania sensowności argumentów zabraniających wstępu psom.

Zanim jednak założy kaszkiet Sherlocka, a w zęby chwyci fajkę, pragnie uprzedzić, że polemika zawarta w tekście jest jego opinią. Nie namawia również w żaden sposób do łamania Ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody, a jeśli ktoś za sprawą tekstu nabierze przekonania, że parki narodowe zwyczajnie psów nie lubią, będzie to wina nie tekstu ani autora, a samych parków narodowych. Kropka.

Kwestię wstępu psów na teren parków narodowych, których Polska posiada 23, reguluje Ustawa z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody,  Dz.U. 2004 nr 92 poz. 880. Zgodnie z jej zapisami do PN obowiązuje całkowity zakaz wstępu czworonogów. Dziwi zatem fakt, że nie we wszystkich parkach narodowych taki zakaz funkcjonuje. Okazuje się, że ustawowy zakaz może zostać zniesiony bądź zmodyfikowany przez Dyrekcję Parku. Więcej na ten temat możecie przeczytać na blogu „Podróże z psem”, który przygotował bardzo ciekawe materiały na temat wstępu psów do PN (łącznie z listą parków objętych zakazem oraz tych pozwalających czworonogom na wejście). Nie będę dublował tematyki artykułów i skupię się jedynie na argumentacji samych parków, dotyczącej zasadności zakazu. Pragnę też dodać, że nie jesteśmy zwolennikami puszczania psów w PN luzem, więc jeśli piszę o psie na terenie parku, zawsze mam na myśli psa na smyczy.
Zatem, dlaczego pies w parku narodowym nie jest mile widzianym gościem? Bieszczadzki Park Narodowy zamieszcza specjalnie oświadczenie na swoich stronach, w których czytamy:

„Wiemy, że większości z Państwa ciężko jest się rozstać nawet na chwilę ze swoim ukochanym pupilem, ale nie bądźmy egoistami i pomyślmy też o zwierzęcych gospodarzach tego terenu. Nie jest tajemnicą, że nasi przyjaciele zostawiają po sobie obce dla dzikiej fauny substancje zapachowe mogące zaburzać naturalny rytm aktywności gatunków silnie terytorialnych. Podobnie ma się sprawa z psimi odchodami , zawierającymi nierzadko groźne patogeny jak wirusy, bakterie czy robaki pasożytnicze. W przeciwieństwie do domowych pupili dzikie zwierzęta nie poddają sie szczepieniom ochronnym czy odrobaczaniu. To co jest niegroźne dla naszego zwierzaka może być przyczyną choroby, a nawet śmierci jakże już nielicznych przedstawicieli rodzimych drapieżników. 

Prócz tego hałas (szczekanie, wycie) mający szczególnie negatywny wpływ na populacje dzikich zwierząt w okresie związanym z rozrodem i wyprowadzaniem młodych. 

W Bieszczadzkim Parku Narodowym staramy się nie dopuszczać do wydeptywania szerokich "autostrad" wzdłuż szlaków pieszych, wiele odcinków to wąskie ścieżki, na których ciężko jest się mijać zwiedzającym park turystom, a nie każdy odwiedzający teren parku to miłośnik naszych zębatych pupili. Mowa tu choćby o dzieciach czy ludziach mających z psami przykre doświadczenia. Nie wątpimy w Państwa sumienność i zapewnienia o smyczach i kagańcach ale pies to, jakby nie było, drapieżnik i wilcza natura nie jest mu całkiem obca.” (Dział Udostępniania i Komunikacji Społecznej BdPN, O zakazie wprowadzania psów na szlaki iścieżki przyrodnicze Bieszczadzkiego PN).

Jedyny na pierwszy rzut oka sensowny argument, który w powyższym tekście został przytoczony, to ten mówiący o patogenach roznoszonych przez psy. Ale po kolei... 


„Nie jest tajemnicą, że nasi przyjaciele zostawiają po sobie obce dla dzikiej fauny substancje zapachowe mogące zaburzać naturalny rytm aktywności gatunków silnie terytorialnych”. Szlaki w BdPN są wytyczone i dzielnie pokonywane przez rzesze turystów oraz konie. Ruch poza nimi nie jest przewidziany. Czy naprawdę psi zapach dołożony do ogromnej mozaiki zapachów ludzkich i często końskich jest w stanie „zaburzyć naturalny rytm aktywności gatunków silnie terytorialnych”? Czy ktoś to w ogóle w sposób naukowy sprawdził?! 

„Prócz tego hałas (szczekanie, wycie) mający szczególnie negatywny wpływ na populacje dzikich zwierząt w okresie związanym z rozrodem i wyprowadzaniem młodych”. Ten sam argument tyczy się przepływającej po szlakach rzeki turystów. Gadają tacy, mamroczą, czasem śpiewają (zgodnie z zaleceniem przyrodników, bo głośne rozmowy minimalizują ryzyko spotkania niedźwiedzia), a nikt im wstępu nie broni. Poza tym pies, który ujada w sposób uciążliwy najprawdopodobniej nie zostanie nigdy wzięty na wyprawę w góry. Psy szczekają ze strachu, z ekscytacji ale nie z powodu wysiłku fizycznego, którym jest wdrapanie się na ileś tam set metrów. No i kolejny raz – czy ktoś zrobił badania na ten temat? W końcu mowa o szczególnie negatywnym wpływie… 

„W Bieszczadzkim Parku Narodowym staramy się nie dopuszczać do wydeptywania szerokich "autostrad" wzdłuż szlaków pieszych, wiele odcinków to wąskie ścieżki, na których ciężko jest się mijać zwiedzającym park turystom, a nie każdy odwiedzający teren parku to miłośnik naszych zębatych pupili. Mowa tu choćby o dzieciach czy ludziach mających z psami przykre doświadczenia. Nie wątpimy w Państwa sumienność i zapewnienia o smyczach i kagańcach ale pies to, jakby nie było, drapieżnik i wilcza natura nie jest mu całkiem obca”. Jeśli BdPN do tej pory starał się kryć swoje uprzedzenia, to w tym momencie opuścił nieco gardę. To śmieszne, gdy w ramach prewencji szafuje się wizją rodem z „Czerwonego Kapturka”. Zły pies i jego wilcza natura, która czeka w uśpieniu by chwycić w zęby niewiniątko. Cóż, zachęcam do zastanowienia się nad wilczą naturą psa – może przy odrobinie szczęścia BdPN uzna, że w odniesieniu do psa trafniejsze jest jednak porzekadło: pies, najlepszy przyjaciel człowieka.  

To jak? Zębaty pupil o wilczej naturze, czy raczej najlepszy przyjaciel?
Co więcej, bardzo nie fair jest zabranianie wstępu psom na szlak w trosce o komfort osób, które psów nie lubią. Gdyby sprawiedliwie egzekwować tę regułę, na szlak prawdopodobnie nie zostali by wpuszczeni: otyli, zbyt chudzi, wycieczki szkolne, osoby w podeszłym wieku, harcerze, księża, zakonnice, miłośnicy tatuaży, miłośnicy piercingu, pary gejowskie i rodziny wielodzietne. Niestety nam, narodowi, przeszkadza wszystko. Tym bardziej trzeba podkreślać, że dyskryminacja to podłe zjawisko, godne napiętnowania.

Szczerze mówiąc, mam nieodparte wrażenie, że jedyny pies jakiego autor manifestu BdPN widział, to ten na plakacie informującym o konieczności szczepień przeciwko wściekliźnie. 
Źródło: http://www.chelmiec.pl
Teraz powrót do sensownego argumentu: patogeny. W ramach zdobycia rzetelnej wiedzy na ten temat, skontaktowałem się z Ośrodkiem Naukowo-Dydaktycznym BdPN. W odpowiedzi dostałem listę publikacji naukowych, którą przeglądałem przez kilka dni. Żadna z publikacji nie dotyczyła Bieszczadów, ale można przyjąć, że problemy w nich opisane są do pewnego stopnia uniwersalne. Zgodnie z wynikami badań, zagrożenie populacji dzikich zwierząt patogenami przenoszonymi przez psy oraz inne domowe zwierzęta jest realne. Szczególnie niebezpieczne są: wścieklizna, parwowiroza oraz nosówka. Zdecydowanie najszerzej problem przenoszenia chorób nakreśla badanie nad wilkami w Etiopii (Karen Laurenson,  Claudio Sillero-Zubiri, Hal Thompson, Fekadu Shiferaw, Simon Thirgood, James Malcolm, 1998: Disease as a threat to endangered species: Ethiopian wolves, domestic dogs and canine pathogens). W ramach badania, naukowcy identyfikują szereg zagrożeń oraz proponują środki zaradcze mające poprawić kondycję wilczej populacji. Jako najlepsze remedium wskazują szczepienia psów, redukcję ich liczby w samym parku i okolicach oraz edukację właścicieli psów pod kątem w/w czynników. W świetle tych badań można stwierdzić, że BdPN dobrze robi zakazując wstępu psów. Mam jednak wątpliwości, czy zakaz jest adekwatny do polskiej rzeczywistości. Po pierwsze, przytaczane badanie odbywało się w ETIOPII (!), gdzie nie ma programów szczepień, psy biegają luzem towarzysząc pasterzom bądź zajmując się zdobywaniem pokarmu na własną łapę. Co by o polskiej rzeczywistości nie mówić, jesteśmy na zupełnie innym etapie. Zdrowy rozsądek każe myśleć, że skoro turysta pcha się na szlak z czworonogiem, to pies ten ma dla turysty znaczenie. Jest ważny w jego życiu, może nawet jest jego przyjacielem. A skoro tak, to naprawdę można założyć, że jest zaszczepiony i odrobaczany. Dla pewności wystarczy przy sprzedaży biletu wymagać książeczki zdrowia psa i w ten sposób oddzielić potencjalnie groźne dla środowiska egzemplarze. To naprawdę jest proste. Inaczej sprawa ma się z psami na stałe mieszkającymi w bieszczadzkich wsiach, z psami bezpańskimi, wałęsającymi się po lasach. Jeśli mogę coś radzić BdPN, to tylko to, aby w innym miejscu szukać zagrożeń dla zamieszkujących Bieszczady gatunków . 

Kończąc wątek patogenów, oczywiście nikt nigdy nie przeprowadzi badań na temat wirusów przenoszonych przez turystów i ich psy, bo niemożliwe jest wyizolowanie ani badanych grup ani środowiska. Co więcej, ponieważ BdPN nie jest ograniczony zasiekami, zwierzęta migrują między jego granicami. Naiwnym byłoby przekonanie, że nie spotykają się tam ze śladami pozostawionymi przez zwierzęta domowe. Tym samym nie będzie nigdy niezbitych dowodów na niszczycielski wpływ "psów turystycznych". Nikt również nie powie, że takiego ryzyka nie ma. Mimo to uważam, bazując na wynikach badań, zdrowym rozsądku oraz doświadczeniach innych parków, że całkowity zakaz wstępu czworonogów jest niewspółmierny do potencjalnego ryzyka. 

A jak jest w parkach narodowych, gdzie zezwala się na wstęp z psami? Karkonoski PN przedstawił mi w korespondencji racjonalne i wyważone podejście. KPN nie widzi problemu w psach, nie zanotował też ich destrukcyjnego wpływu na środowisko. Za to bardzo przytomnie podkreśla, że wszelkie problemy Parku z psami mają swoje źródło w głupocie i braku odpowiedzialności właścicieli, którzy puszczają czworonogi luzem i nie są w stanie ich kontrolować. Zadziwiające, że jedyny broniący się argument, który mógłby być w miarę sensowną podstawą do wprowadzenia zakazu, nie został przez BdPN przytoczony...

Starałem się być obiektywny. Poświęciłem dużo czasu, aby zagłębić się w temat i jedyna refleksja, która mi się nasuwa jest następująca: zakaz wstępu psów do parków narodowych to wypadkowa dwóch postaw:
  • Złej woli bądź/oraz strachu Dyrekcji Parków Narodowych.
  • Niestety ludzkiej głupoty i braku wyobraźni części psiarzy. 
Jeśli ci pierwsi uznają, że turyści z psami nie są problemem oraz że pies to jednak przyjaciel człowieka a ci drudzy dojdą do wniosku, że pies nie musi latać bez smyczy, żeby był zadowolony z wyprawy, zakazy znikną. Na dobre. Czego Wam i sobie życzymy.




Za pomoc w opracowaniu artykułu, chcę podziękować:
Lek. wet. Zakrzewskiej Justynie, Gabinet 4Łapy.
Ośrodkowi Naukowo-Dydaktycznemu Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Działowi Ochrony Przyrody Karkonoskiego Parku Narodowego.
Dyrektorowi Parku Narodowego Bory Tucholskie. 







23 komentarze:

  1. Brawo za rzetelne podejście do tematu. Najbardziej zaskakuje mnie zróżnicowane podejście w różnych PN.
    A dodam, że w te wakacje bez przeszkód udało nam się wejść z psami do rezerwatów przyrody.

    OdpowiedzUsuń
  2. rewelacyjny post! Zgadzam się w 100% z argumentami ktore tu są przytoczone.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jasno i do rzeczy! Gratuluje uporu w przebrnięciu przez "urzędowy bełkot" ;) Miejmy nadzieję, któregoś pięknego dnia można będzie legalnie z psem po górach chodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Dlaczego nie?"
    "Nie, bo nie"
    Taki jest wydźwięk po przeczytaniu tego tekstu. Brawo dla autorów za zajęcie się tym tematem! Trzeba nam o tym dużo mówić, może w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy zamiast wytaczać dziecinne argumenty!
    W Szwajcarii, Niemczech, na Słowacji, w Czechach jakoś nie widza tych wszystkich wyimaginowanych problemów, natura żyje i ma się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. najprawdziwsza prawda, jak kazde prawo i te zakazy zostaly stworzone do nabijania kapsy, nie mam zamiaru przejmowac sie zakazami a straznikow mozna chyba latwo zlac udawajac obcokrajowca

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, że ktoś realnie przedstawił ten problem. W tym roku byliśmy na wakacjach w górach, w okolicach Pienin, Gorców, jeździliśmy też w Tatry. Pies towarzyszył nam na dwóch trasach w Polsce (bez komentarza) i trzech w słowackich Tatrach, gdzie do psów jest zupełnie inne podejście. Na nasz blog wrzuciłam parę recenzji, ale naprawdę, to co dzieje się w podejściu do turystów z psami jest śmieszne, zwłaszcza że np. mój pies był sto razy grzeczniejszy od grupy dzieciaków, których rodzice zupełnie nie pilnowali, a które biegały z długimi kijami po ścieżce i darły japska.

    OdpowiedzUsuń
  7. I to jest całe sedno!!! Artykuł powinien trafić do tych co ustalają regulaminy, w tym do BdPN...tylko niestety obawiam się, że raczej nie wykażą jakichkolwiek chęci do wprowadzenia odpowiednich zmian, bo jak napisano wyżej NIE dla samego NIE

    OdpowiedzUsuń
  8. Generalnie się zgadzam - pies na smyczy nie jest w parku zagrożeniem ani większym intruzem niż człowiek. Ale myślę, że autorzy surowych przepisów mają szczytne cele - zapobieżenie takim sytuacjom http://pieswlesie.blogspot.com/?zx=fe67630977b6341f.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wszystkim jest potrzebny umiar i rozwaga. Zgadzam się że pies na smyczy to może być ten potrzebny nam kompromis :)

      A ten blog, który pani podaje... tu też potrzebny jest umiar. Dobrze, ze temat istnieje i nie jest zamiatany pod dywan, ale też trzeba unikać skrajności, sytuacji kiedy to pies zostaje postrzegany jako dzikie, bezwzględne zwierze żądne mordu. Taki sam blog mógłby powstać o myśliwych i kłusownikach co to pozwalają rannej sarnie konać w mękach kilka godzin... I zapewniam Panią że takich przypadków jest zdecydowanie więcej niż zagryzień zwierzyny lesnej przez psy a obie sytuacje zasmucają mnie niezmiernie :(

      Usuń
    2. Zgadzamy się z tym, że psy mogą czynić szkody w lesie jeśli nie są pod kontrolą właścicieli. Są drapieżnikami i instynkt łowiecki może dochodzić i dochodzi w nich do głosu. Podlinkowany blog znamy. Uważamy jednak, iż trzeba wziąć poprawkę na to, że jego treść może zaburzać skalę problemu i niepotrzebnie kreuje obraz psa - mordercy. Oczywiście drastyczne zdjęcia działają mocno na wyobraźnię. Skądinąd nie przeszkadzają nam obrazki np. afrykańskiej sawanny, gdzie lwy rozrywają swoje ofiary, bo w końcu to natura i dzikie zwierzęta. Bunt pojawia się, gdy Azor: pies domowy, pupil dopuszcza się krwawego przestępstwa. W każdym razie pies nie jest kosmitą i dotyczą go reguły rządzące światem zwierząt. To jednak nie zwalnia właścicieli z odpowiedzialności.

      Usuń
  9. Chodziłam w tym roku z psem po szlakach Karkonoskiego PN :) Jestem bardzo podbudowana stanowiskiem Dyrekcji, która pozwala wchodzić z psami. Ale niestety jak widziałam zachowanie spotykanych niektórych psiarzy, to ręce opadają: psy biegające luzem kilkaset metrów od szlaku, psy warczące na każdego przechodzącego, psie qoopy NA SZLAKU (NIE TUŻ OBOK) zostawione same sobie. A potem niestety przykre konsekwencje odczują wszyscy, w szczególności ta większość, która chodzi z grzecznymi psami nie naruszając przepisów :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Dopiero teraz trafiłam na ten artykuł i cieszę się, że ta sytuacja ( wykluczenia psów z bieszczadzkich szlaków) porusza nie tylko mnie.
    Rok temu pisałam do dyrekcji BPN z prośbą o uzasadnienie takiej decyzji, pomijając ustawę, ponieważ jeszcze kilka lat temu można było wchodzić z psami do BPN.
    Odpowiedzi nie dostałam ale z innych źródeł wiem, że dyrektor parku nie lubi po prostu psów.
    Jest też drugie oblicze tych wszystkich okołopsich spraw. Wszyscy wiemy, że psy okolicznych mieszkańców do BPN wchodzą i zostawiają tam swoje odchody, patogeny i co tam jeszcze. Znani są właściciel tych psów , znane ich miejsce zamieszkania ale jak to u nas , ręka rękę myję i do miejscowych nikt się nie przyczepi a turysta niech płaci, bo obcy. Żeby nie być gołosłowną..w maju 2012 byliśmy na wyprawie na Rawki. Pies ze schroniska pod Rawkami towarzyszył nam aż na sam szczyt. Trudno uwierzyć, że o tym psie strażnicy nie wiedzą...to nie jest jednostkowy przypadek, że poszedł z turystami do lasu.
    Przykre jest to, że u nas nadal osoby u władzy, osoby decyzyjne, podejmują decyzję nie wiedzione rzeczywistymi potrzebami zarządzanego obszaru a swoimi uprzedzeniami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nareszcie ktoś poruszył ten temat! Bardzo się z tego cieszę, bo podróżuję z moimi czworonogami gdzie tylko się da. Jeżeli ciekawi Was historia ras psów, oraz zachowania z niej wynikające, to przy okazji polecam bloga http:// yasmeenphulpoto.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Możeby zainicjować akcję zbierania podpisów pod petycją?

    OdpowiedzUsuń
  13. PS. Ja w tym roku wybieram się w Bieszczady (co roku w góry) i właśnie kminię, co począć z czworonogiem. Dla ułatwienia dodam, że do tej pory poza Bieszczadami nie było nigdzie najmniejszego problemu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie byłoby dobrze jakby też w Tartach udostępnili chociaż szlaki do Dolin. Pies, który jest na smyczy, to pies pilnowany i nie będzie stanowił zagrożenia. Po słowackiej stronie można na wiele szlaków wchodzić (za wyjątkiem tych wysokogórskich, co jest logiczne) z psami. Więc nie widzę problemów, żeby po prostu były wprowadzone odpowiednie przepisy dotyczące wprowadzania psów.
    Także też jestem za petycją.

    OdpowiedzUsuń
  15. zapraszamy do współpracy

    www.psiebajerki.pl

    pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  16. Polskie przepisy dotyczące zakazu wejścia z psami do paków narodowych są trochę nie życiowe, na Słowacji można z psem wędrować chyba po wszystkich szlakach i pakach narodowych.

    OdpowiedzUsuń
  17. Chore pomysly.... Jako turysta nie mam zamiaru mijac waszych psow na szlaku. Malo kup po waszych zwierzakach jest w miastach. Sami o tym piszecie. Zawsze dzwonie po straznikow jak widze psy w parku czy rezerwacie

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie rozumie ten co nie ma psa.
    A ja jako turysta nie mam zamiaru słyszeć drących się bachorów w PN, gdzie powinien być oazą spokoju. Mało ich w miastach?? Mało śmieci? Ostatnio w TPN wywieźli 15 ton śmieci po turystach!!!
    Pies trzymany na smyczy nie sprawia problemów. Przykładem jest karkonoski park narodowy - tam problemu nie ma. Brak kagańca = mandat

    Trzeba napisać petycje najlepiej do ministerstwa środowiska i tyle. Jak mamy być bardziej cywilizowani to musimy działać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Już nie długo i Karkonoski PN wprowadzi zakaz wprowadzania psów na swoje szlaki...

    OdpowiedzUsuń
  20. Karkonoski owszem wprowadza zakaz, ale tylko częściowy

    OdpowiedzUsuń
  21. Dorzucę swoje trzy grosze - uwielbiam psy i właśnie szukam gdzie tu by się z moim wybrać i wypluskać w jeziorze (akurat okolice Borów Tucholskich lub Wdzydzki park krajobrazowy bo to mi po drodze). Kocham psy i kocham Bieszczady i psom tam mówię NIE. Dlaczego ? Ano dlatego że psiarze często nie mają kultury i to że wielu z Was jest odpowiedzialnych tu jednak nie wystarcza. I nie chodzi mi tylko o psie kupy (ludzie niestety srają tam też wszędzie) czy o sikanie (np. na jakieś skałki na których inni sobie siadają by zjeść kanapkę i napawać się krajobrazem). Ostatnie moje wejście na Bukowe było w towarzystwie innych turystów którzy mieli jakiegoś małego białego pipka który cały czas latał bez smyczy i darł mordę na wszystkich zachęcając do zabawy. Nie po to tam jadę. A przy zejśiu szli inni z podobym który tez oczywiście musiał wleźć mi pod nogi. Nie mam nic do ludzi których spotkałem gdzieśtam wyżej na tych wąskich przejściach z belgijskim maliniakiem - na krótkiej smyczy i nie pozwalali mu tykać innych ludzi - wielu psiarzy nie ma wyobraźni i nie dociera że są ludzie którzy sobie nie życzą dotykania nosem nawet przez nasłodszego psa na świecie a są jeszcze ci którzy panicznie boją się nawet takich małych yorków czy westie latających bez smyczy. Inna sprawa że nie raz w Biesach widziałem ogłoszenia że "zaginął jakiśtam piesek". Kur.. jak lata bez smyczy i poleciał za sarną to już pewnie dawno zeżarły go wilki i nie ma sensu go szukać - czemu ludzie nie pomyślą o tym co może się zdarzyć ? Czemu nie myślą o innych którzy chcą delektować się wyczekiwanym urlopem w pięknych górach a nie słuchać pisków i szczeków psa bez smyczy plączącego się pod nogami. Za takie coś powinna być kara nie 50zł tylko co najmniej 10 razy więcej. Są miejsca gdzie można z psami chodzić, gdzie są szersze szlaki i więcej turystow niż dzikich zwierząt - ot choćby Wielka Sowa, naprawdę nie trzeba ich zabierać WSZĘDZIE. Ile procent psiarzy zabierając czworonoga na taką wycieczkę pomyśli o zabraniu wody dla psa, miski, zestawu woreczków czy apteczki ? Ilu będzie myślało o innych ludziach ? A im mniejszy pies tym bardziej właściciele mają wszystko głęboko.
    No, wyżaliłem się - przykro mi ale takie mam zdanie

    OdpowiedzUsuń